Magia grudnia nadal
działa. 6 grudnia to taki fajny moment, który pamiętam od wczesnego dzieciństwa,
gdyż wtedy dostałam pierwszy kalendarz adwentowy. Amerykański. Szaleństwo,
jakie mnie ogarnęło na smak prawdziwej czekolady, wydzielanej dzień po dniu
sprawiło, że tak dobrze zapamiętałam tamten moment. Moje dzieciństwo, bowiem
przypadało na czasy towarzysza Gierka, który wpuścił jednak trochę powietrza w
postaci cytrusów na święta. Mój wujek pojechał do pracy w ambasadzie w USA i z
okazji świąt przysyłał paczki. W jednej z nich było właśnie to cudo, które dla
zasady dostałam na Mikołaja. Zresztą kalendarz zaraz został mi zabrany pod
pieczę dorosłych, abym nie zjadła wszystkich czekoladek od razu. Ale po tym jak
mama mi wytłumaczyła, o co z nimi chodzi, sama pilnowałam, aby było „po jednej”.
Wspaniałomyślnie te 5 pierwszych podarowałam rodzinie. Teraz to się wydaje
śmieszne, ale wtedy to było „coś”. I tak mi od tamtej pory zostało, zresztą buty
pilnie czyściłam, nawet pozostałym domownikom. I dzięki mojej mamie nigdy się
nie zawiodłam. Zawsze, nawet w najgorszych chwilach, coś miłego w buciku było. I wywoływało uśmiech od ucha do ucha.
Aby zrozumieć innych należy spojrzeć w głąb siebie. Aby zrozumieć siebie trzeba się przejrzeć w oczach innych ludzi... Tylko tak można odrzucić ciasne ramy własnego świata, wydostać się z iluzji współuzależnienia, zmienić punkt widzenia, aby podążać do przodu nową ścieżką własnego rozwoju...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6 grudnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6 grudnia. Pokaż wszystkie posty
sobota, 6 grudnia 2014
Subskrybuj:
Posty (Atom)
