Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mikołaj. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mikołaj. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 grudnia 2014

Mikołaje, skarpety, gadżety…


Magia grudnia nadal działa. 6 grudnia to taki fajny moment, który pamiętam od wczesnego dzieciństwa, gdyż wtedy dostałam pierwszy kalendarz adwentowy. Amerykański. Szaleństwo, jakie mnie ogarnęło na smak prawdziwej czekolady, wydzielanej dzień po dniu sprawiło, że tak dobrze zapamiętałam tamten moment. Moje dzieciństwo, bowiem przypadało na czasy towarzysza Gierka, który wpuścił jednak trochę powietrza w postaci cytrusów na święta. Mój wujek pojechał do pracy w ambasadzie w USA i z okazji świąt przysyłał paczki. W jednej z nich było właśnie to cudo, które dla zasady dostałam na Mikołaja. Zresztą kalendarz zaraz został mi zabrany pod pieczę dorosłych, abym nie zjadła wszystkich czekoladek od razu. Ale po tym jak mama mi wytłumaczyła, o co z nimi chodzi, sama pilnowałam, aby było „po jednej”. Wspaniałomyślnie te 5 pierwszych podarowałam rodzinie. Teraz to się wydaje śmieszne, ale wtedy to było „coś”. I tak mi od tamtej pory zostało, zresztą buty pilnie czyściłam, nawet pozostałym domownikom. I dzięki mojej mamie nigdy się nie zawiodłam. Zawsze, nawet w najgorszych chwilach, coś miłego w buciku było. I wywoływało uśmiech od ucha do ucha.