Dziś jest taki dość specyficzny dzień, kiedy zmiana daty w kalendarzu wywołuje chęć zmiany swojego życia. Kiedyś trzeba bowiem zacząć, jak nie od poniedziałku, to od nowego roku.
Ja swoje plany odnośnie nowego roku sprecyzowałam w listopadzie, a potem mapę marzeń starannie wykleiłam przed świętami, kiedy nastąpiła wyjątkowa koniugacja słońca i księżyca. Jednak wstałam dziś rano, jakoś naładowana pozytywnie do świata. Z ogromną chęcią jakiegoś działania.Pierwsze, co mnie zaskoczyło to widok za oknem, bo zasypiając wczoraj zostawiłam biały krajobraz, a dziś po śniegu, niemal nie ma śladu. Z jednej strony trochę żal, bo było tak jasno i świeżo, ale z drugiej strony, mróz i lód jakoś nie sprzyjał bardzo długim spacerom. Więc nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Moja babcia zawsze mawiała: jaki pierwszy dzień nowego roku, taki cały rok, więc spędzaj go miło. Zapamiętałam tą radę. To bardzo dobra rada na nowy dzień, bowiem kaca nie mam, głowa mnie nie boli, wyspana w zasadzie też jestem, więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby rok zacząć w przyjemny sposób.