Prawdopodobnie wielu ludzi budzi się z takim pytaniem co
rano. To nie działa, bo nic się nie zmienia. Odpowiem przecząco. Zmienia się.
Każdego dnia budzimy się starsi o jeden dzień. Zmiana nastąpiła.
- Aleś wymyśliła!!! –
powie mój pesymista – aż się uśmiałem.
- To dobrze –
odpowiem z przekąsem – ponieważ śmiech to
zdrowie, to będziesz czuł się lepiej. Opowiedz o tym koledze, pośmiejcie się
razem, będziecie zdrowsi.
A wracając do tematu. Aby „chcę” zamienić w „otrzymałam”,
trzeba trochę logiki i pracy. Samo pozytywne myślenie to za mało, trzeba
pozytywnych działań. W końcu bez pracy nie ma kołaczy, prawda? Trzeba spełnić
proste warunki. Po pierwsze, nie wystarczy tylko „chcę”. Trzeba chcieć
„naprawdę”, w moim przypadku czuję to w środku, niemal narządami wewnętrznymi,
takie drganie, taką ekscytację, taką moc. Dosłownie naładowanie pozytywne
jakbym za chwilę miała wybuchnąć. Jeśli bardzo chcę coś osiągnąć coś, nie
zrażam się, nie wątpię, nie słucham zniechęceń innych. Jestem pewna. Po drugie
trzeba wiedzieć czego się chce. Chęć zmiany to bardzo ogólny termin. Podobnie
zresztą jak chęć bycia bogatym. To są bardzo ogólne wartości, mogą oznaczać dla
naszej podświadomości bardzo różne rzeczy. Odległe, niejasne i zamazane. Mogą
oznaczać wszystko jak i nic. To jakby płynąć na koniec świata, trudno nawet
wybrać kierunek, bo kula ziemska jest okrągła więc początek trasy jest
jednocześnie końcem. Można popłynąć dookoła i stracić mnóstwo czasu w podróży,
a można w ogóle nie wypływać. I po trzecie samo chcenie nie wystarczy.
Szczególnie przy powtarzaniu tego sobie. Używając słowa „chcę” właściwie
programujemy sobie tylko „chcenie”, a nie otrzymanie. A zatem jak? Opiszę to na
własnym przykładzie, własną drogę do swojego „Ja” musi znaleźć sobie każdy
indywidualnie.
Określenie celu. Zaplanowałam sobie spokojną
godzinkę z relaksującą muzyką, która sprzyja przemyśleniom. W moim przypadku
był to poranek. Do tego kartka i długopis. Zaczęłam się zastanawiać nad tym,
ile w tym co robię, co robiłam, jest tego, czego naprawdę chcę. Ile w tym jest
mnie. Czy robię coś dla siebie, czy raczej dlatego, żeby ludzie o mnie dobrze
myśleli. Co sprawia mi problemy, z czym mam trudności i co chcę zmienić. Na co
mam wpływ, a co jest niezależne ode mnie. Konkretnie i szczerze. Najgorzej jest
oszukiwać samego siebie. Wtedy zawsze coś będzie przeszkadzać. Pojawią się
jakieś wyrzuty, powody do rezygnacji, przeszkody. I u mnie tak było, gdy
wymyśliłam sobie coś, czego tak naprawdę nie chciałam. Na efekty nie musiałam
długo czekać, udało się do momentu, gdy uświadomiłam sobie, że tak naprawdę ja
tego nie chcę, to mnie czyni wręcz nieszczęśliwą. Wtedy jak nożem uciął, od
razu przyciągnęłam złą karmę i posypało się. Zrozumiałam to dopiero z
perspektywy czasu – nie udało się nie dlatego, że jestem nieudaczniczką, tylko
dlatego, że wewnętrzne tego nie chciałam. Błąd popełniłam przy samym
programowaniu celu. Cele powinny być też konkretne – zamiast bogactwa, lepiej
chcieć: gotówki na koncie, najlepiej konkretnej kwoty, domu, jachtu, samolotu,
samochodu itd. Zamiast zmiany na lepsze, zaplanować konkretne zmiany: nowa
fryzura, nowa sukienka, odchudzanie, nauka języka, kurs kierunkowy, konkretne
studia albo nowy mężczyzna, z ośmiocyfrową ilością zer na koncie.
Wizualizacja. Jak już udało mi się określić
czego chcę, zaczęłam do tego dążyć. Podjęcie konkretnych kroków, działań. Ja
zrobiłam mapę marzeń, na którą patrzę codziennie. I zawarłam tam wszystkie
swoje pragnienia takie jak: poprawa relacji z mężem, poprawa relacji z
rodzicami, odnowienie kontaktów z przyjaciółmi, wakacje nad morzem, zdrowy tryb
życia, czyli spacery, nordic walking, zdrowsza dieta, utrata kilogramów,
odzyskanie równowagi emocjonalnej. Zawarłam też marzenia takie jeszcze odległe
dla mnie i chociaż miały formę graficzną, nie czułam ich swoją duszą. I teraz
po pół roku stwierdziłam, że czas zacząć przygotowywać nową mapę, stara zrobiła
się nieaktualna, to czego naprawdę chciałam, zrealizowałam, ale skonkretyzowały
mi się już nowe pragnienia, które pół roku temu były jeszcze zamazane.
Wizualizować też można poprzez afirmacje, poprzez zwykłe wyobrażanie sobie,
medytacje, czy po prostu marzenie. Można spróbować programowania umysłu. Ale
trzeba tego naprawdę chcieć i nastawić się na to całym sobą. Trzeba mieć do
tego naprawdę przekonanie, chęć i świadomość konsekwencji.
Nastawienie. Jeśli określiłam swoje cele,
przemyślałam jak mocno ich pragnę, nauczyłam się wizualizować, to co pozostaje
czekać? Jeśli nic się nie dzieje, trzeba wrócić to początku. U mnie
wizualizacja wywoływała chęć zmiany, mapa marzeń to taka umowa z podświadomością,
która zaczynała mnie motywować do podjęcia działań. Aby stracić kilogramy trzeba ruchu
fizycznego. Każdy dietetyk, lekarz, trener to potwierdzi. Ale to z jakim
nastawieniem do tego podchodzę wpływa na efektywność. Ostatnio miałam okres
stagnacji, stałam przed lustrem i odnosiłam wrażenie, że się zatrzymałam i
dalej nie idzie. Żeby nie przestać wierzyć, usiłowałam sobie tłumaczyć, że w
wieku 40 lat wszystko odbywa się wolniej, że jest w porządku. I tu czas wrócić
do pierwszego zdania – jeśli czegoś nie chcesz, znajdziesz powód. I
powiedziałam sobie dość! Dość ograniczania i usprawiedliwiania. Małe cele
motywują do działania, ale należy sobie postawić i nieco większe wyzwania.
Trzeba mocno wierzyć, że się uda i nie wątpić. A jeśli dopada mnie zwątpienie,
natychmiast temu przeciwdziałać. Nastawić się trzeba absolutnie na powodzenie i
być niezłomnym. Bardzo ważne jest też nastawienie ogólne: będąc pogodnym,
pozytywnym nastawiasz się na lepsze rzeczy w życiu, nie myślisz o smutku i nieszczęściach,
wzmacniając się wewnętrznie. A jeśli już pojawi się porażka, traktuję ją jako
kolejną przeszkodę do pokonania. Powiedziałam nawet o tym mojej terapeutce
stwierdzając, że praca, którą piszę na grupie mój problem, powinna się nazywać
moje wyzwanie”.
Otoczenie. Nic tak nie podetnie skrzydeł jak
najbliżsi. Nic mi odbierało wiary w powodzenie skuteczniej niż własny ojciec
twierdzeniem, że jakoś mi chyba kiepsko idzie to odchudzanie, bo efektów nie
widać. Nie mówił tego w złej wierze, albo po to, żeby mnie zdołować. Chciał
mnie na swój sposób zmotywować. Stawałam wtedy przed lustrem i zaczynałam być
wobec siebie niedobra szukając wymówek. Nic mi nie dodawało bardziej skrzydeł
niż mąż mówiący, że jakby się mnie mniej zrobiło tu i ówdzie. I nagle na spacer
wychodziłam, lekka jak motyl, z motywacją jak Mont Everest. Bierzmy co dobre,
odrzucajmy co wątpliwe. Zebrałam się w końcu na odwagę i odpowiedziałam tacie,
że może faktycznie nie widać na pierwszy rzut oka, ale po uważnym przyjrzeniu
się widać właściwe kształty. I jeśli chce mnie zmotywować, niech się doszuka we
mnie zmiany i mi o niej powie, to mnie zmotywuje. Bo będę chciała, aby dojrzał
we mnie zmiany. To tylko jeden skromny przykład, jaki wpływ ma otoczenie.
Należy się też nastawić na szukanie ludzi pozytywnych, w których towarzystwie
można się wzmocnić, wymienić energią – na zasadzie dać trochę swojej, wziąć
trochę innej. To szczególnie ważne, zwłaszcza jeśli w otoczeniu masz kogoś, kto
niczym wampir, wysysa z ciebie energię i zapędzając powrotem do stanu „nie
chce”. Im więcej ludzi się z Tobą wymienia energią, tym mniej szkód czyni
osobisty wampir.
Reasumując, nie ważne czego chcesz, jeśli posiadasz
determinacje, to Ci się uda. Jeśli jeszcze jesteś pozytywnie nastawiony do
świata i pogodny to żyje Ci się lepiej, ponieważ masz więcej czasu i energii,
którego nie tracisz na czarno widzenie, użalanie się nad sobą, narzekanie i
marudzenie.
I kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały wszechświat sprzyja potajemnie twojemu pragnieniu.
OdpowiedzUsuńPaulo Coelho (z książki Alchemik)
Zasada znana już starożytnym, dlatego byli tak dalece rozwinięci, piękne budowle, piękna sztuka, piękna kultura. Dla nich nie było rzeczy niemożliwych. Każdy, kto ma otwarty umysł, jest w stanie zrozumieć jak to działa. Niestety obecnie ludzi to traktują jak gadanie fanatyków. Nawet jeśli pokonają pierwszą fazę, kiedy określają to, czego chcą, to na ogól załamują się po pierwszym niepowodzeniu, tracąc wiarę w powodzenie.
Wpływ otoczenia jest faktycznie bardzo istotny, potrafi porządnie zmotywować lub całkowicie zniechęcić. POzdrawiam :)
OdpowiedzUsuń