czwartek, 21 sierpnia 2014

Limit nieszczęść wyczerpany?!

W poniedziałek wstałam stosunkowo wcześniej jak na mnie, zobaczyłam kawałek niebieskiego nieba, promyk słoneczka musnął mi twarz, uśmiechnęłam się do siebie i stwierdziłam: Nowy dzień, nowy tydzień, od teraz będzie dobrze, bo limit nieszczęść na najbliższe półrocze wyczerpałam w zeszłym tygodniu. Zeszły tydzień naprawdę był dla mnie kiepski, każdego dnia słyszałam złe wieści. Stare przysłowie pszczół mówi o tym, że nieszczęścia chodzą parami. Mogłabym się z tym zgodzić, gdyby ta para posiadała młode, o których już przysłowie nie wspomina. Generalnie bardziej mi się podobało stwierdzenie życiowe mojej przyjaciółki, że tak naprawdę to nieszczęścia dopadają człowieka całym stadem (prawo serii). Jest jeszcze prawo Lanninga: Jeśli rzeczy gdzieś idą źle, to najczęściej zaczynają iść źle także w innym miejscu. I to wszystko we mnie trafiło w ubiegłym tygodniu.

wtorek, 19 sierpnia 2014

Moje wewnętrzne ja



Czy rozmowa ze sobą to objaw schizofrenii czy może jednak zdrowy objaw. Czy nie zdarzało wam się zrobić czegoś tylko dlatego, że coś nam z wnętrza podpowiedziało, że się uda? A czy czasami nie musieliście przekonać sami siebie, że musicie to zrobić, bo całe ciało protestowało przeciw temu? I jak określić to „coś”? 


niedziela, 17 sierpnia 2014

Zaufaj mi, choć serce drży...



Zaufanie towarzyszy nam na co dzień. Bez niego nasze życie byłoby niezwykle męczące i trudne. Mieszkamy w domu mając zaufanie, że firma go wybudowała zgodnie z normami, robimy zakupy w zaufaniu do producentów, że żywność nie jest trująca, wsiadając do autobusu ufamy, że kierowca ma prawo jazdy i potrzebne umiejętności. Przykłady kiedy wykorzystujemy zaufanie, nawet o nim nie myśląc można mnożyć w nieskończoność. Zaufanie jest też emocją, do której są zdolne wyżej rozwinięte zwierzęta. Ogólnie pod pojęciem zaufania można określić świadomość, że dana osoba może wyrządzić nam krzywdę, połączona z pewnością, że tego nie zrobi, czyli upraszczając, jest to poczucie bezpieczeństwa w relacji z inną osobą. I ta definicja chyba jest najbliższa temu pierwotnemu, zwierzęcemu spojrzeniu na tą emocję.  

czwartek, 14 sierpnia 2014

Kiecka motywacyjna



Zaczęło się całkiem niewinnie, kiedy moja psiapsiółka zamieściła na facebooku „sweet focię”, w cudownym kapeluszu z przepiękną wstążką. Na widok tego „kapelutka” moja wewnętrzna romantyczka dostała dosłownie „kociokwiku” i uruchomiła wewnętrzną wampirzycę.  Poczułam niepowstrzymaną chęć zagarnięcia go, pożądanie, nieodparte wrażenie, że mi w tym kapeluszu napewno będzie dużo lepiej. No przecież ja tak cudownie wyglądam w kapeluszach… Z trudem powstrzymałam się natychmiastowego pojechania do Juraty, zaczajenia się gdzieś za krzaczkiem i podstępnego zdarcia jej go z głowy. Moja wewnętrzna joginka powstrzymała krwiożerczą naturę, przywołała spokój i uspokojenie. Pozostanie w cnocie okazało się wielce korzystne, bo psiapsiółka zgodziła się kapelutek dobrowolnie mi pożyczyć na czas mojej podróży romantycznej z Mężczyzną mojego życia.

środa, 13 sierpnia 2014

Przekroczyć Rubikon



fot. Szczepaniak Jarosław (Źródło:http://www.panoramio.com/photo/69965054)

Jak z historii wiecie, gdy Juliusz Cezar przekroczył  Rubikon w swym marszu po władzę, nie mógł już zmienić decyzji. Nawet przypisuje się mu po przekroczeniu tej rzeki wypowiedzenie sławnych słów: kości zostały rzucone. Stąd obecnie fraza ta dokładnie oznacza podjęcie decydującego kroku, podjęcie decyzji, od której nie ma odwrotu, i która wszystko zmieni. Mówiąc szczerze o przekraczaniu Rubikonu usłyszałam wcześniej niż o Juliuszu Cezarze. Czasami są to decyzje o wielkim znaczeniu ogólnoświatowym jak chociażby atak na WTC, po którym nasz świat się zupełnie zmienił. Jednak równie trudne decyzje dla nas podejmujemy na co dzień. Czasami podejmując jakąś decyzję nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak okaże się dla nas ważna. Najtrudniej zdecydować się na podjęcie walki z najgorszym wrogiem: swoimi lękami, uprzedzeniami, słabościami. Gdy raz się zwycięży w takim pojedynku, potem już świat wygląda całkiem inaczej. Niedawno się o tym przekonałam osobiście. Podjęłam trudne wyzwanie i zmierzyłam się ze swoim lękiem wysokości, albo jak ja go nazywałam lękiem wysokościowo-przestrzennym. 

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Uśmiech dla wszystkich


Czy rzeczywiście uśmiech załatwi wszystko?
Rozmawiałam kiedyś z moją przyjaciółką o pozytywnym myśleniu i usłyszałam mniej więcej coś takiego: i co jak mi smutno, źle mam sobie przykleić banana do twarzy i będzie lepiej? A właściwie dlaczego nie? Czy sam fakt uśmiechania się coś zmieni w naszym nastawieniu? Czy ćwiczeniem uśmiechu można zmienić postrzeganie siebie? Czy uśmiech przyczynia się do zmiany sytuacji? 

czytaj więcej

niedziela, 10 sierpnia 2014

System wartości

To kim jesteśmy wynika z tego, jakie wartości uznajemy. Jednak pytanie o wartości w życiu zadajemy sobie zazwyczaj w sytuacjach ważnych dla nas: przed maturą, po studiach, przed ślubem, przed urodzeniem dziecka, przed rozwodem, przed zmianą pracy, przy okazji śmierci najbliższych. Takie zdarzenia powodują, że wyhamowujemy nasz codzienny pęd rozlicznych obowiązków i zaczynamy się pytać o sens istnienia. Zastanawiając się nad tym często zmieniamy coś w naszym życiu, bo staramy się je przewartościować. Definicji wartości jest prawie tyle, co ich klasyfikacji. Moim zdaniem jednak wszystkie definicje pod mianem wartości określają to, co jest dla danej osoby przedmiotem pożądania, co jest upragnione, pozytywne, co jest celem działań. Na bazie powszechnie uznawanych wartości tworzy się systemy prawne, normy społeczne, postawy moralne. Takim zbiorem powszechnie uznawanych wartości jest dekalog, który występuje w każdej religii, chociaż pod różnymi określeniami. Ten uniwersalny system opiera się o: istnienie wyższej formy oświecenia (boga), ochronę zdrowia i życia, prawo własności, prawo do wolności, poszanowanie relacji międzyludzkich.

sobota, 9 sierpnia 2014

Marzenia - czy warto?



O marzeniach przepięknie pisali poeci, doniośle filozofowie, a psycholodzy jakby nieco omijali temat. Ogólnie pod pojęciem marzenie rozumie się fantazje, myśli i pragnienia w stanie pełnej świadomości (zwane marzeniami dziennymi), w przeciwieństwie do snów (marzeń sennych), którymi rządzi podświadomość. Racjonaliści mocno stąpający po ziemi, definiują marzenie jako wyidealizowany stan rzeczy, przedmiot indywidualnych dążeń lub wyznaczony sobie cel. Analitycy doszli do wniosku, że nasze marzenia zależą od statusu społecznego, wieku i płci. Mężczyźni podobno marzą bardziej materialnie, kobiety zaś marzą o wielkiej miłości. Ciekawe jak doszli do takich wniosków? Może oddawali się marzeniom. 

czwartek, 7 sierpnia 2014

Tolerancja na co dzień

Temat tolerancji to kolejny, który wywołałam pisząc o byciu sobą, bo w moim pojęciu są to zagadnienia bardzo powiązane. Według słownika wyrazów obcych Jana Tokarczuka: tolerancja to wyrozumiałość, pobłażanie dla cudzych poglądów, upodobań, wierzeń czy cudzego postępowania. Zasada tolerancji jest jednak nieco kontrowersyjna, musiały się z nią zmierzyć wszystkie potęgi tego świata, wszystkie wielkie religie. Oczywiście w wymiarze globalno-historycznym dotyczyło to mniejszości religijnych na podbijanych terytoriach. Rzymianie nie byli tolerancyjni dla chrześcijan, bo stanowili dla nich zagrożenie. Dla odmiany w średniowieczu chrześcijanie też nie byli tolerancyjni, paląc każdego innowiercę na stosie. Żydzi są chyba jedną z najmniej tolerowanych grup do dnia dzisiejszego. Obecnie temat tolerancji jest podejmowany także w odniesieniu do mniejszości seksualnych i odmienności światopoglądów.

środa, 6 sierpnia 2014

Asertywność w ludzkiej skórze



Temat bycia sobą, wywołał w moim mózgu lawinę różnych kolejnych przemyśleń. W tym temat asertywności. Wielu ludziom na hasło „asertywność” otwiera się szufladka z napisem: sztuka mówienia nie. Nie można zaprzeczyć temu twierdzeniu, ale jest ono tylko pozorne prawdziwe. Tak jak z matematycznym twierdzeniem: każdy kwadrat jest prostokątem, ale nie każdy prostokąt jest kwadratem. Umiejętność odmawiania to tylko jeden element ze zbioru o nazwie asertywność. Dla mnie asertywność to raczej sztuka życia według swoich zasad pozostając jednocześnie w pozytywnej korelacji  z ludźmi, którzy nam w życiu towarzyszą. Opieram ją o pięć głównych filarów:
- swobodne wyrażanie emocji i uczuć
- dbanie o swoje potrzeby, o swoje ciało, o duszę, o umysł i przestrzeń życiową
- umiejętność stawiania granic i mówienia nie
- budowanie pozytywnych relacji z ludźmi
- szacunek do siebie i innych.

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Pozostać sobą



Mam prawo do bycia sobą. To jedna z ważniejszych kwestii, jaką usłyszałam na terapii. Prawo do bycia sobą. Staram się, chociaż tak naprawdę do końca nie zastanowiłam się, co to właściwie dla mnie oznacza. Czy bycie sobą to przysłowiowe „pójście pod prąd? Czy bycie sobą to bycie wolnym, postępowanie zgodne z własnymi przekonaniami, zgodnie z wyznawaną filozofią, wartościami? Czy bycie sobą to bycie innym? Czy bycie sobą to również danie tego samego prawa innym ludziom? Czy bycie sobą podlega jakimś ograniczeniom? Czy w byciu sobą ograniczamy się sami, czy raczej dajemy ograniczać się innym?

niedziela, 3 sierpnia 2014

Kocia filozofia





Mały kotek wierzył, że szczęście znajduje się w jego ogonie. Przez wiele godzin biegał w kółko, usiłując schwytać swój ogon. Pewnego dnia pojawił się starszy i mądrzejszy kocur, który zapytał małego, co robi. Kotek przedstawił mu swoją teorię szczęścia. Starszy kot odpowiedział: Ja też poznałem sprawy tego świata i wiem, że szczęście jest w moim ogonie, ale zaobserwowałem, że im więcej za nim gonię, tym bardziej mnie zwodzi. Teraz więc spaceruję zadowolony z siebie i zauważyłem, że gdziekolwiek idę, mój ogon zawsze za mną podąża. (znalezione)

Będę przewrotna, bo to nie będzie post o szczęściu. To będzie post o kotach i ich filozofii życiowej, z której czerpię wzorce. Według chińskiego horoskopu urodziłam się w roku Tygrysa, a starochińskie przysłowie mówi „kot to tygrys, który je z ręki”, później V.M Hugo uzupełnił: Bóg stworzył kota, żeby człowiek mógł głaskać tygrysa. Zatem KOT jest zwierzęciem, które mnie inspiruje, które kocham i bez obcowania z którym nie wyobrażam sobie życia. Towarzyszy mi od wczesnego dzieciństwa, zawsze w domu był jakiś kot. Ale pierwszym kotem, który wybrał mnie był Shogun. Towarzyszył mi przez 11 lat. Teraz moim nauczycielem życia jest Jerry.

środa, 30 lipca 2014

Propaganda sukcesu a pozytywne myślenie


Pozytywne myślenie to połowa sukcesu – powiedzenie znane każdemu, ale powinno mieć jeszcze drugą część – a druga połowa to pozytywne działania. Niektórzy wierzą w pozytywne myślenie jak w swoistą magię, która sprawi, że wszystko stanie się piękne i idealne. Traktują pozytywne myślenie jak swojego rodzaju narkotyk, który wprowadza w miły nastrój i buduje pozytywną przyszłość. Ludzie sukcesu są zawsze przedstawiani jako piękni, młodzi i bogaci. Oczywiście są opisywani jako pozytywnie myślący, zawsze uśmiechnięci i ogólnie zadowoleni z życia. To tylko napędza propagandę sukcesu pozytywnego myślenia i czyni coś jakby rodzaj religii, albo raczej sekty, jak twierdzą przeciwnicy pozytywnego myślenia, chociaż sami nie są pesymistami.

Pozytywne nastawienie


Jeśli coś może się nie udać, nie uda się napewno” – to prawo Murphiego często gościło w mojej głowie, niemal nim przesiąknęłam, nie zdając sobie sprawy, że sama podcinam sobie skrzydła. Bo jeśli dać mu wiarę, to nie warto zaczynać nic nowego co może się nie udać. Po co zaprzątać sobie głowę projektami z ryzykiem niepowodzenia, po co tracić energię na działania, skoro nie przyniosą oczekiwanego rezultatu. Z takim nastawieniem to albo się nie podejmiemy wyzwania, ale na zasadzie „samospełniającego się proroctwa” zrobimy wszystko tak, aby się faktycznie nie udało. Taki autosabotaż. 
czytaj dalej

wtorek, 29 lipca 2014

100% KOBIETY w kobiecie

Kobiecość..  Co oznacza bycie kobietą? Czy gładka cera, zaokrąglone biodra, wydatne piersi i pełne usta, które dostałam w pakiecie startowym od natury oznaczają, że czuję się kobietą, czy tylko czynią mnie samicą człowieka? Czy zaznaczając rubrykę w kwestionariuszu płeć, czuję się kobietą czy tylko jednostką statystyczną? A dlaczego niektóre zawody nie mają formy żeńskiej: rycerz, żołnierz, komisarz, inspektor, hydraulik, ksiądz, medyk, minister, premier; a inne z kolei mają tylko formę żeńską: niania, pokojówka, przedszkolanka? Czy dzieje się tak dlatego, że pierwsza grupa sprawia, że kobiety przestają być kobiece, a druga ich atrybuty kobiecości właśnie podkreśla? Czy walka, broń, władza i garnitur nie są jednak domeną mężczyzn, a kobiety są czułe, opiekuńcze i delikatne? Czy tak nie stworzyła nas natura? A dlaczego mam z tym walczyć? Walka o prawa kobiet, walka ze stereotypem garkotłuka, z niesprawiedliwością społeczną – tak popieram. Ale walka, aby zrównać kobietę i mężczyznę to dla mnie kompletna bzdura. Jest wbrew naturze. Czy my chcemy być jakimiś bezpłciowymi tworami, czy jednak jesteśmy ludźmi? Czy urok, wdzięk, powab to coś obcego? Bycie "wodą, ogniem, burzą, perłą na dnie" w gruncie rzeczy mi się bardzo podoba. Czy kobietą jestem tylko z definicji czy jednak się nią czuję?

piątek, 25 lipca 2014

Umiejętność rozmawiania

Źródło: P. Kotler, Marketing. Komunikacja, Warszawa 1999, s.545

Sztuka porozumiewania się jest jedną z podstawowych umiejętności w życiu człowieka. Człowiek, będąc z natury istotą stadną ma silną potrzebę nawiązywania relacji z innymi, spotykania, wymiany informacji, wiedzy i doświadczeń, budowania związków. I wszystko to zapewnia mu komunikacja, zarówno werbalna, jak i niewerbalna. Komunikacja to bardzo prosty proces, ale jednocześnie skomplikowany. Odbywa się wg schematu:



czwartek, 24 lipca 2014

Zaklęta w … KOTA

Jakiś miesiąc temu, opróżniałam kieszenie koszuli męża, żeby ją wrzucić do prania i wpadła mi kartka z jego tematami na terapię. Pierwszy, na którym zatrzymałam oko brzmiał: Jakim chciałbyś być zwierzęciem i dlaczego?
- Ty to masz fajne tematy na grupie – powiedziałam oddając mu kartkę – a mi każą pisać same trudne rzeczy o uczuciach, wartościach, współżyciu z ludźmi…
- A co Ty widzisz w tym fajnego, wymyślają po prostu – usłyszałam w odpowiedzi.
- Jakim chciałabym być zwierzęciem? Temat świetny, mogę odpowiedzieć od razu… chciałbym być kotem…
- Jakoś mnie to nie dziwi…

Potem wymieniłam całą listę powodów dlaczego chciałbym być kotem i o rozmowie zapomniałam, aż do teraz. Obecnie w trakcie rozmyślania nad moim rozwojem, pytanie powróciło mi w głowie i zaczęłam się zastanawiać, co to ma wspólnego z terapią i rozwojem osobistym, bo coś wspólnego mieć musi. Zmusza do myślenia o sobie? Pozwala wypłynąć marzeniom? Ma zmienić sposób postrzegania siebie? Może pozwoli odsłonić ukryte pragnienia? A potem przypomniałam sobie pewną chińską mądrość, która mówi: "To jest zwierzę, które kryje się w Twoim sercu".

wtorek, 22 lipca 2014

Wyznaczanie kursu, czyli o stawianiu sobie celów



Jeśli nie ustalasz celów dla siebie, jesteś skazany na pracowanie przy osiąganiu celów kogoś innego. Brian Tracy
Dlaczego akurat ten cytat na początek? Być może dlatego, że jest dla w pewnym sensie kwintesencją tego co było… tego co realizowałam, żyjąc we współuzależnieniu. I tu nasuwa się konkluzja, czy ja miałam wtedy jakieś cele? Ależ oczywiście, że TAK. Pracowicie jak mróweczka utrzymywałam życie mojego alkoholika pod kontrolą: dbałam o niego, sprzątałam, prałam, gotowałam. Obsługa full-servise. Walczyłam o mojego męża jak wadera, broniłam go jak lwica, aż wreszcie walczyłam z nim o każdy dzień, w którym nie pił. Codziennie ten sam cel. Żeby się nie napił. Pomijając niemożność jego realizacji, NIE BYŁ TO MÓJ CEL, ale porażki wynikające z jego niezrealizowania były jak najbardziej moje. Każdy kolejny dzień, który okazywał się kolejną porażką powodował, że stawałam się wobec życia coraz bardziej apatyczna, rosła frustracja i poczucie bezsilności. 

poniedziałek, 21 lipca 2014

Teraz...

Pewnego marcowego dnia stanęłam przed lustrem i poczułam się niezadowolona z siebie. Gruba, wstrętna, stara baba. Włosy jak siano, które u nasady się przetłuszczają. Skóra szara, matowa, bezbarwna jak moje życie… Ale czy ja coś z tym robię? Ano właśnie… Zapuściłam się, jestem niezadowolona, ale jednocześnie nie chce mi się nic z tym robić. Trudno mi się zmobilizować nawet do poprawienia się choćby kondycyjnie. Stoję przed lustrem, popadam w depresję i tępotę… Albo zbieram się godzinę zanim wyjdę z domu i zamiast zaplanowanych 3 kilometrów wracam po połowie, bo zimno, bo mi się nie chce, bo wieje, bo coś boli… Nie jem wprawdzie bardzo dużo, ale za to byle jak i żyję też byle jak. I tamtego wiosennego dnia terapeuta mnie się zapytał, co musi nastąpić, abym przestała planować marzeniowo, a zaczęła podejmować konkretne działania. Odpowiedziałam, że muszę dostać przebłysku…

niedziela, 20 lipca 2014

Kiedyś...

Kiedyś byłam inna… Żyłam życiem mojego alkoholika zamiast własnym… Pół roku temu trafiłam na terapię dla osób współuzależnionych i pomalutku zaczęłam patrzeć na siebie swoimi oczami i odzyskiwać kontrolę nad swoim życiem. Doszłam do wniosku, że niemożliwym jest naprawić zło całego świata, ale dam radę naprawić swoje życie. Pierwszy krok robił mój alkoholik, gdy zdecydował się podjąć leczenie i przestał pić. Potem na terapię poszłam ja, gdyż praca nad sobą to jedyna droga, aby odzyskać stracone zaufanie i naprawić wzajemne relacje. Bo trzeba zmienić siebie, a świat dookoła też zacznie się zmieniać.