sobota, 25 kwietnia 2015

Wyrażanie złości


Dzik jest dziki, dzik jest zły, dzik ma bardzo ostre kły… ten fragment wiersza Brzechwy, chyba każdy zna. Dziś postanowiłam napisać troszkę o złości. Jak wiemy, jest to emocja, co, do której poglądy ludzkości ewoluują. W dawnych czasach, kiedyś będąc osobą dystyngowaną z wyższych sfer, złościć się nie wypadało, tudzież jeśli już się zdarzało, to musiała to być złość zgodna z obowiązującą etykietą. Tajemnicą jest, co działo się ze złością w alkowach. Dziś różne szkoły psychologiczne i terapeutyczne mają różne podejścia do wyrażania złości. Ale korzenie złości sięgają o wiele dalej, bowiem jej początki to ludzie niemal pierwotni. Wtedy złość była potrzebna do przetrwania, polowania i obrony. Wyrażanie swoich emocji, w tym złości ma spory udział w zdominowaniu naszej planety przez homo sapiens. I tak pozostało do dziś, złość daje człowiekowi siłę, przygotowuje go do walki. Tyle, że nasi przodkowie złością napędzali maczugi, a człowiek obecny często napędza nią stres i destrukcję.

środa, 22 kwietnia 2015

Poświęcenie

Poświęcenie to takie słowo bardzo martyrologiczne, górnolotne, kojarzone z czynami bohaterskimi, albo z wielkimi uczuciami, z ofiarą, szczególnie ofiarą z miłości. Najszlachetniejszym czynem było poświęcenie własnego życia w imię wolności, patriotyzmu czy niesienia pomocy innym. Może to była dobra definicja w dobie romantyzmu i zrywów narodowościowych, ale w dwudziestym pierwszym wieku brzmi archaicznie, chociaż nie powiem, zdarzają się jeszcze przypadki ratowania cudzego życia kosztem własnego. Ja poświęcenie sprowadzam do wymiaru ekonomicznego i traktuję jako koszty. Jest to naprawdę mało romantyczne, ale bardziej pasujące do rzeczywistości. Dla mnie poświęcenie nie musi być zaraz jakimś wielkim czynem w imię czegoś bardzo ważnego, zresztą tak naprawdę taka możliwość nie zdarza się na co dzień, poświęcenie może być związane równie dobrze ze zwykłymi czynnościami.

niedziela, 19 kwietnia 2015

Moje priotytety

PRIORYTET: to modne słowo czy potrzebna wartość? 

Priorytet to takie słowo pochodzące z obcego języka, które w mojej własnej interpretacji ma różne znaczenie: priorytetem określiłabym albo coś dla mnie ważnego, albo coś pilnego. Gdy dostałam zaproszenie do wzięcia udziału w wydarzeniu Karnawał Blogowy Kobiet zaczęłam zastanawiać się nad tym, jakie są moje priorytety w życiu. W procesie myślenia dopadła mnie przy tym zabawna konkluzja: potrzeby fizjologiczne zawsze same wyegzekwują swój priorytet. Niezależnie od tego, co myślę o słowie priorytet, to o poranku tylko jedna rzecz jest dla mnie bardzo ważna i bardzo pilna. Jednocześnie. I w ten sposób moje wewnętrzne ja pokazało mi sposób, w jaki mam spojrzeć na ten temat. Moje priorytety wynikają z tego, jaki jest mój system wartości i jakie wyznaczyłam sobie cele.

czwartek, 16 kwietnia 2015

Tempo zmian

Zmienić w życiu można praktycznie wszystko, nic nie jest niemożliwe, jeśli ma się jasno sprecyzowany cel i wolę działania. 

Jednak większość zmian, wymaga poświęcenia czasu, zaangażowania i wytrwałości. Tempo zmian może być powolne, ale systematyczność utrwala zmianę. Błyskawiczne zmiany są raczej zabiegami kosmetycznymi niż celowym działaniem. Nawet po operacjach chirurgicznych poprawiających wygląd, potrzebny jest okres rekonwalescencji, a potem konieczności działań, podtrzymujących efekt skalpela. Mówiąc kuriozalnie, jeśli po odessaniu tłuszczu wróci się na fotel i ponownie odda chipsom i słodyczom, to jest to po prostu zabieg kosmetyczny, krótkotrwały, a nie zmiana.

wtorek, 14 kwietnia 2015

Wiosenne zmiany

Zmiany mają to do siebie, że oznaczają pracę na całe życie.
Rozpoczynająca się wiosna, kiedy przyroda budzi się do życia i rozkwita wpływa także na ludzi. To drugi taki moment, po nowym roku, kiedy w ludziach budzi się chęć zmiany. I bardzo dobrze. Ten moment każdy z nas powinien złapać mocno i wykorzystać. Ja go wykorzystałam w zeszłym roku, więc dorobiłam się już własnych doświadczeń i przemyśleń na temat zmian.

sobota, 4 kwietnia 2015

Wiosenna radość

Przeżyję te święta po prostu z pogodą ducha w sercu, uśmiechem na twarzy, pozytywnym nastawieniem do siebie i świata oraz wiosenną radością. Czego i wszystkim czytelnikom bloga życzę. 

Jako osoba, która wierzy trochę inaczej, zasadniczo Wielkanoc jest dla mnie po prostu zwykłym świętem jak każde inne. Jest smaczne jedzenie, wizyta u rodziny, nawet się święconym jajkiem podzielę i składam ludziom życzenia. Bardziej chyba szanując tradycję, bo co do wiary miewam wątpliwości. Obserwując tą całą otoczkę świąt odnoszę wrażenie, że zamiast duchowego oczyszczenia, mamy kolejne skomercjalizowane żniwa. Gdy jeszcze byłam katoliczką mającą naście lat, największe wrażenie na mnie zawsze wywierały obrzędy wielkiego tygodnia, od niedzieli palmowej i inscenizacji męki pańskiej, po liturgię wielkoczwartkową, piątkową drogę krzyżową i sobotnie święcenie potraw. Wtedy odnajdywałam w tym jakiś duchowy wymiar. Teraz mam wrażenie, że katolicy i niekatolicy świętują tak samo, różni ich tylko to, że katolicy zaglądają do kościoła w świąteczne dni, bo radości chyba w sercu nie odnajdują.

niedziela, 29 marca 2015

Zasługuję na miłość


Zarówno z deficytów emocjonalnych jak i przeżyć z dzieciństwa, bierze się problem z poczuciem własnej wartości jako człowieka. Niewiele osób potrafi powiedzieć o sobie: jestem wartościowy. Większość buduje zdanie złożone: jestem wartościowy, ponieważ jestem dobrym przyjacielem. Jestem wartościowy, bo dzieci mnie potrzebują. Potwierdzenia wartości szuka się w relacjach z innymi ludźmi.

sobota, 28 marca 2015

Deficyty miłości

Dzieci bardziej niż inni potrzebują mieć zupełną pewność, że są kochane przez tych, którzy mówią, że je kochają.— Michel Quoist

Niestety w dzieciństwie doznajemy również wielu deficytów emocjonalnych. Im bardziej dysfunkcjonalna rodzina tym większe są deficyty poczucia bezpieczeństwa, własnej wartości, bezwarunkowej miłości i poczucia kobiecości/męskości.

piątek, 27 marca 2015

Kochać




Przypomnij mi, jak smakuje szczęście
Osusz me łzy, wypowiedz zaklęcie
Lećmy do gwiazd po nasze marzenia
Cały ten świat mamy do stracenia


(cytat z piosenki Boys)

Miłość ma tyle twarzy ile gwiazd na niebie. Nie sposób ich wszystkich zobaczyć. 

poniedziałek, 23 marca 2015

Twarze bezsilności

Poczucie krzywdy i poczucie winy to dwie twarze bezsilności.
Życie w poczuciu winy i poczuciu krzywdy to jest niemal to samo życie. Życie, nad którym straciło się kontrolę. Oba te stany są następstwem deficytu emocjonalnego wynikającego z braku poczucia własnej wartości. Oba wykiełkowały z nieumiejętności oddzielenia dwóch pojęć: wartości człowieka od jego zachowań. Dlatego niska samoocena jest niemal zawsze symptomem jakiegokolwiek uzależnienia. Oceniamy człowieka przez pryzmat jego nałogowych zachowań, a nie widzimy jego wartości wewnętrznej. Oczywiście obejmuje to także autoocenę, bez względu na uzależnienie. Nie tylko człowiek sponiewierany przez wódę czy prochy, myśli źle o sobie. Niska samoocena występuje przy współuzależnieniu, w rodzinach dysfunkcyjnych, przy uzależnieniach od hazardu, internetu, pornografii, jedzenia, seksu czy miłości. Brak poczucia własnej wartości może być związane z deficytem już wyniesionym z domu, którego w dorosłym życiu nie udało się uzupełnić.

piątek, 20 marca 2015

Symbole szczęścia


Obchodzony 17 marca dzień świętego Patryka, z którym nieodmienne kojarzy się zielona koniczyna, podkowa i garnek złota skłonił mnie do pomyślenia, co symbolizuje szczęście. I właściwie chyba sam symbol szczęścia nie ma takiego znaczenia jak wiara w to, że przynosi szczęście. Od niepamiętnych czasów ludzie wierzyli w moc amuletów, niektóre kultury miały nawet bóstwa od szczęścia i powodzenia. 

poniedziałek, 16 marca 2015

Dzień przyjemności

Zdanie zapożyczone od mojej koleżanki: Byłoby bardzo niesprawiedliwe wobec tych wszystkich nieszczęśliwych ludzi, gdybym była piękna, inteligentna, zabawna i na dodatek jeszcze szczupła:) 

sobota, 14 marca 2015

Ograniczenie możliwości



W ostatnim tygodniu na własnej skórze przekonałam się, że w każdym z nas drzemią ogromne możliwości. 


Wszystko zaczęło się od zadania, które dostałam od terapeutki, a polegało ono na tym, żeby opisać swoje możliwości i ograniczenia.Oczywiście pierwsza myśl, jak wpadła mi do głowy dotyczyła ograniczeń i to finansowych. Druga myśl brzmiała, że właśnie wyłazi ze mnie przyziemna materialistka. Zgoda, bez pieniędzy nie da się żyć, ale przy odrobinie kreatywności i przy małych nakładach, da się wyzwolić możliwości. Tym bardziej, że pytania pomocnicze dotyczyły takich sfer jak: intelektualne, emocjonalne, w kontaktach z innymi, w spełnianiu swych ról życiowych, w roli kobiety, w spełnianiu potrzeb. A o ograniczeniach finansowych ani słowa. No pięknie się oceniam, przez pryzmat pieniędzy.

wtorek, 10 marca 2015

Płachta na byka

Ostatnio uczestniczyłam w warsztatach, z których najważniejszą naukę jaką wzięłam, była praca nad słowem: "muszę".

Słowo to jest wszechobecne w dzisiejszym świecie, w poradnikach, w instrukcjach, w planach osobistych, w stawianiu sobie celów. Długi czas moje „muszę” miało dwa oblicza: to, które pochodziło z mojego wnętrza i to, które docierało do mnie jako przymus środowiskowy. I to „muszę” z zewnątrz działało na mnie jak czerwona płachta na rozjuszonego byka. Nagle do rozmowy w miłej atmosferze wkraczało poczucie buntu, złość, które zmieniały całkowicie mój stan emocjonalny.

niedziela, 8 marca 2015

Być kobietą

A że Pan Bóg ją stworzył, a szatan opętał, 
Jest więc odtąd na wieki i grzeszna, i święta, 
Zdradliwa i wierna, i dobra i zła, 
I rozkosz i rozpacz, i uśmiech i łza... 
I anioł i demon, i upiór i cud, 
I szczyt nad chmurami, i przepaść bez dna. 
Początek i koniec - kobieta - to ja. Julian Tuwim "Ewa"
 


czwartek, 5 marca 2015

Mapa marzeń działa!

Moją drugą mapę marzeń sporządziłam w nowiu Koziorożca 22 grudnia 2014 roku. To był taki bardzo astrologiczne magiczny moment, gdy słońce i księżyc jednocześnie rodziły się na nowo, aby zaczarować swoje życie

Po wykorzystaniu wskazówek zawartych w "Kompasie Marzeń" mapę sprowadziłam do dwóch najważniejszych marzeń: moje zdrowie, szczególnie zrzucenie szkodliwych kilogramów i uzyskanie stabilizacji finansowej, pozwalającej na naprawienie wielu innych spraw. Uwzględniłam na mojej mapie także kształty, żywioły, symbole, podpisałam swoje marzenia. Powiesiłam nad biurkiem, przy którym często siedzę, co sprawia, że na nią zerkam codziennie. Myślałam, że moja mapa po prostu będzie „wzmacniać” moje marzenia i dodawać mi motywacji do pracy nad ich realizacją. Ale moja mapa marzeń działa zupełnie inaczej, niż się spodziewałam.

poniedziałek, 2 marca 2015

Najważniejsze - najpierw


Chodzenie na spotkania Al-Anon przyniosło mi wiele dobra i pogody ducha w życiu. Pracuję tam nad swoim rozwojem osobistym, ale biorę też dużo dla siebie. Czymś naprawdę fajnym i pomocnym są hasła. Jedno z moich ostatnich zadań w osobistym programie terapii brzmiało: jaką mam hierarchię ważności potrzeb? Odpowiedź przyszła niemal automatycznie i było to jedno z haseł właśnie: Najważniejsze – najpierw. W sytuacji, kiedy cieknie kran, w kącie leży sterta prania, w garnku wrze woda, a firanka się pali, nikt nie ma raczej problemu z określeniem hierarchii ważności. Najpierw należy ugasić firankę.

poniedziałek, 23 lutego 2015

Pokonać uprzedzenia

"Pasje i uprzedzenia rządzą światem, tyle, tylko, że nazywane są przyczyną." John Wesley

Uprzedzenie jest postawą, na którą składają się: komponent afektywny lub emocjonalny (złość serdeczność, wrogość, niepokój), komponentu poznawczego, który obejmuje przekonania lub myśli oraz komponentu behawioralnego, który odnosi się do działań. Oznacza to, że ludzie nie tylko przyjmują określone postawy, lecz również działają zgodnie z nimi. Uprzedzenia dzielą ludzi, dotyczą wszystkich, każdy je ma. Uprzedzenia mogą dotyczyć koloru skóry, pochodzenia etnicznego, wyznania, światopoglądu, płci, orientacji seksualnej. Ale nie tylko, do wywołania uprzedzenia wystarczy nawet kolor oczu.

niedziela, 22 lutego 2015

Siła uprzedzeń




Każdy z nas, kiedy znajdzie się w nowej dla niego sytuacji korzysta z mechanizmów poznawczych, aby uporządkować napływające dane. 

I tak znajdując się przykładowo w ciemnej uliczce i widząc zbliżającą się sylwetkę postawnego mężczyzny z wyciągniętymi rękami, zazwyczaj czym prędzej oddalamy się w bezpieczniejsze miejsce, nie zastanawiając się nad intencjami tej osoby. W większości przypadków jest to postępowanie jak najbardziej słuszne, bo prawdopodobieństwo, że jest to facet niosący szybę, jest naprawdę niewielkie. Jednak nie zawsze człowiek, któremu przypisujemy pewien zestaw cech na podstawie naszych spostrzeżeń i doświadczeń życiowych musi je mieć.

środa, 18 lutego 2015

Koci dzień

No tak, jak ja tak zdeklarowana kociara mogłam nie zamieścić postu z okazji dnia kota, który wczoraj był obchodzony? 

A no cóż, z prostego powodu. W przeciwieństwie do wielu właścicieli, którzy twierdzą, że ich zwierzątka są najpiękniejsze, najmądrzejsze, najukochańsze, ja o moim pupilu mogę napisać tylko, że jest wredny. A takich rzeczy nie wypada pisać w dniu jego święta.

sobota, 14 lutego 2015

Ach, Walenty, Walenty...

Ze świętym Walentym jest trochę jak ze świętym Mikołajem. Został zbyt mocno skomercjalizowany, w wyniku czego święto każdy zna, a samego świętego już nie kojarzy. 

Walentynki mają chyba tylu samo przeciwników, co zwolenników. Przeciwnicy Walentynek uważają to święto za amerykański wymysł speców od reklamy, aby przerwać stagnację w handlu pomiędzy Bożym Narodzeniem, a Wielkanocą.  Zawsze wzrasta sprzedaż kwiatów, kartek, słodyczy, biżuterii i bielizny oraz wszelkich innych serduszkowych akcesoriów. Osoby określające się jako single, twierdzą, że walentynki są wyrazem tyranii społecznej ludzi będących w związku, który piętnuje osoby żyjące w pojedynkę, a ludziom samotnym jeszcze mocniej przypomina o ich samotności. Tradycyjni konserwatyści uważają, że dzień zakonach powinno się w Polsce świętować 21/22 czerwca w noc Kupały, zwane inaczej Sobótką, chociaż to święto też ma pogańskie pochodzenie, więc ogólnie się nie przyjęło tak dobrze jak Walentynki.

piątek, 13 lutego 2015

Piątek, trzynastego


Dzień, w którym trzynasty dzień miesiąca wypada w piątek jest uważany za pechowy nie tylko w Polsce, ale również w Estonii, Niemczech, Austrii, Finlandii, Irlandii, Szwecji, Danii, Norwegii, Bułgarii, Islandii, na Słowenii, Słowacji oraz Filipinach. 

czytaj dalej

czwartek, 12 lutego 2015

NIE znaczy nie


„Nie” stanowi pełne zdanie. Debby C.

Dziś postanowiłam porozpatrywać słowo „nie”. Można je przeanalizować na bardzo wiele sposób, ale każdy powinien doprowadzić do tego samego wniosku. Słowo „nie” oznacza brak zgody. A tymczasem logika swoje, a życie swoje. Po pierwsze utarty już frazes, że gdy kobieta mówi nie, to znaczy: może później, próbuj jeszcze raz, chciałabym, ale boję się, zgodziłabym się, ale za pierwszym razem nie wypada, chciałbym powiedzieć tak, ale wyjdę w twoich oczach na łatwą… Wszystkie te interpretacje wypowiedzi zapewne wymyślili mężczyźni w kontekście zachowań seksualnych, ale nawet kobiety w nie wierzą. Chyba każdemu się kojarzą siedemnastowieczne romansidła, w których panna najpierw musiała odmówić kawalerowi, bo na tym właśnie polegały zaloty. I to przekonanie dotrwało do dziś wyrządzając wiele szkody komunikacji interpersonalnej.

niedziela, 8 lutego 2015

Poczucie bezpieczeństwa

Potrzeba bezpieczeństwa należy do elementarnych potrzeb człowieka i w piramidzie potrzeb Maslowa zajmuje miejsce tuż nad potrzebami fizjologicznymi. 

Czasami obie te grupy potrzeb tak bardzo się ze sobą zazębiają, że trudno ocenić, którą z potrzeb zaspakajamy. Ogólnie jako bezpieczeństwo określa się spokój związany z bezpieczeństwem ekonomicznym, fizycznym, emocjonalnym. Potrzebę bezpieczeństwa także uwzględniają wszelkie kodeksy prawne, handlowe i wiele programów politycznych. Poczucie bezpieczeństwa jest bardzo ważne, aby iść w rozwoju osobistym naprzód. Bez tego poczucia trudno zaspakajając potrzeby społeczne, intelektualne, samorealizacji. Bo bez trudu mogę postawić argument, że raczej nie zacznę zachwycać się powieścią Moliera, gdy nad głową szaleje burza. Wydaje się pozornie, że jeśli ktoś ma własny kawałek dachu nad głową i źródło utrzymania, też może czuć się bezpiecznie, ale to tylko pozorne wrażenie. Gdyby tak było, ludzie nie uciekali by z własnych mieszkań, od własnych rodzin w rozmaite „poprawiacze nastroju”.

środa, 4 lutego 2015

Tworzenie rzeczywistości


Wiara w przeznaczenie, jako coś co zostało zaplanowane od momentu urodzenia aż do śmierci przez los lub jakaś istotę wyższą jest równie popularna, jak krzywdząca.

Ale jest również idealnym usprawiedliwieniem dla wszystkich życiowych porażek i niepowodzeń. Powiedzenie „bo los tak chciał” zdejmuje odpowiedzialność za własne życie. Po drugiej stronie znajduje się stwierdzenie, że myśli tworzą nasze życie, naszą rzeczywistość, nasze przeznaczenie. Dla racjonalnego umysłu przyjęcie do wiadomości, że cokolwiek pomyślę, może się stać, jest tak absurdalnym pomysłem, jak wiara w jednorożce. Po zderzeniu się z tą koncepcją lepiej wrócić czym prędzej do wygodnej wiary w los, wpojonej w ludzkie głowy przez poprzednie pokolenia.

środa, 28 stycznia 2015

Wbrew sobie

Są takie dni w tygodniu, gdy nic mi się nie układa i jak na złość wypada wszystko z rąk” to cytat jednej piosenek Urszuli Sipińskiej i ma to odniesienie i do moich dni. Są takie momenty, kiedy mam dość i poczucie, że całego mojego optymizmu i pozytywnego myślenia nie starcza mi na naprawienie tego, co się właśnie wali na moją głowę. Wtedy niestety wraca schemat mojego dawnego, współuzależnieniowego myślenia o tym, że jestem bezsilna, beznadziejna i nie warto się starać. Mam ochotę w takich momentach znowu schować się w stereotyp „chodzącego nieszczęścia” i przestać odczuwać; przestać myśleć, przestać pytać. Ale jednocześnie jestem teraz na nowej drodze, na której niczym drogowskaz pojawiają się myśli, że ciągłe użalanie się nad sobą, krytykowanie siebie, nawrzucanie sobie i zdołowanie się to prosta droga do autodestrukcji i prowadzi donikąd: do braku celu, braku perspektyw i pustki.

piątek, 23 stycznia 2015

Krowa Kalego

Nie ukrywam, że odkąd weszłam na drogę rozwoju, stałam się obserwatorką życia. Swojego i innych, bo wszystkie te nici są powiązane.

I dzisiaj chciałabym się odnieść do obserwacji z życia innych. Prasa jest pełna nienawiści, pesymizmu i wzajemnych oskarżeń, bo dobre wiadomości się kiepsko sprzedają. W zależności od poglądów politycznych, od poglądów dotyczących wiary i niewiary, od preferencji moralnych i seksualnych, pojawiają się różne grupy polityczne i społeczne, które się wzajemnie zwalczają, a każda uważa, że tylko jej poglądy są słuszne. Oprócz radykalnych odłamów są także i umiarkowane, o których myślałam, że są otwarte na dyskusje i funkcjonują zdroworozsądkowo.

wtorek, 20 stycznia 2015

Cukier i pieprz


Cierpienie nie uszlachetnia, cierpienie unieszczęśliwia. 

Już kiedyś pisałam o cierpieniu, właśnie w kontekście utartego przez lata przekonania, że aby być szlachetnym człowiekiem, trzeba być naznaczonym cierpieniem. A jakby na potwierdzenie tego stereotypu wkładano mi do głowy życiorys Mickiewicza, który cierpiał za miliony, Chopina usychającego na emigracji czy ostatnio papieża zmagającego się z Parkinsonem. Oczywiście z faktami dyskutować nie mam zamiaru, ale moim skromnym zdaniem, to, że ci ludzie stali się przykładami patriotyzmu i wielkości, to nie kwestia cierpienia tylko charakteru. Uważam, że wcale nie trzeba cierpieć za innych, za grzechy, za ideę, aby móc być szczęśliwym i dawać szczęście innym. Powiedziałabym, że jest wręcz przeciwnie, zmaganie się z cierpieniem odbiera energię i odciąga od czynienia rzeczy wielkich i mniejszych.

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Pogoda ducha

Znów drobny spór, barometr zjeżdża w dół 
Prywatne niebo już mgłą się zasnuwa
Tak bym chciała mieć prognozę naszych serc
Na życie, miesiąc, dzień mapę prognoz


Stan pogody, wyk. Anna Jurksztowicz, tekst: Jacek Cygan

Pogodę ducha chyba przewidzieć jest równie trudno jak tą za oknem. A może nawet i trudniej, bo o ile przewidywaniem tego co jest za oknem mogą się zajmować meteorolodzy, to prognozę naszej pogody ducha musimy odczytywać samodzielnie.

środa, 7 stycznia 2015

Uroki narzekania

Wczoraj zostałam zaproszona do udziału w wydarzeniu "Tydzień bez narzekania" Idea bardzo mi się spodobała, gdyż mogę się sobie przyjrzeć właśnie pod kątem marudzenia i urągania na istniejący stan rzeczy. Tak, tak, warto zadać sobie to właśnie pytanie: czy ja w ogóle narzekam? Jestem realistką i nie będę twierdzić, że nie zdarza mi się to czasem, chociaż staram się nie przesadzać. Nawet optymistka może od czasu do czasu stwierdzić, że jest jej źle. Po drugie oczywiście ten temat stał się dla mnie źródłem do przemyśleń i refleksji, właśnie dotyczących narzekania. Bo właściwie, czym jest to nasze narzekanie i czy tylko traktować je, jako przywarę narodową, czy może jednak istnieje jakiś inny punkt widzenia?

piątek, 2 stycznia 2015

Zestawienia przeciwstawne

Nowy dzień przywitał mnie deszczem. Pierwsze zdanie posta, całkiem jakbym za wiersz miała się zabrać. I to jest już pierwsza pozytywna rzecz, jaką mogę napisać. Żeby nie dodać: jedyna. 

Bowiem, gdy dzień zaczyna się tak jak dzisiejszy, to naprawdę spędzenie go pod kołderką przed telewizorem z ciepłym kubkiem kakao wydaje się bardzo kuszącą perspektywą. Ba, nawet mogłabym udowodnić, że robię coś dobrego dla siebie, bo wypoczywam i nie narażam się na zaziębienie uprawiając jakieś spacery. Ale mojej podświadomości to się bardzo nie spodobało. Wręcz słyszałam jak mi w głowie precyzuje zarzut: takie gadki to ty zostaw dla męża. Sama siebie chcesz oszukiwać? Wiesz do czego to Cię doprowadzi? Przypomnij sobie do czego zaprowadziło Cię budowanie sobie takich iluzji? Chcesz naprawdę do tego wrócić? Zaczęłam zastanawiać się czy moja podświadomość naprawdę zamieniła się w psa Baskervilów? Ona jest gorsza od mojej terapeutki z tym przypominaniem mi samej jak działają mechanizmy współuzależnienia. Sama do końca nie wiem, czy powinnam się z tego cieszyć? Wydaje mi się, że tak, ale czasami chciałbym ją wyłączyć. Szczególnie po kolejnym spojrzeniu za okno. Jednak pozostałam wierna swojej filozofii życiowej i wybrałam się z wizytą, część drogi pokonując pieszo, co było kompromisem między pogodą a podświadomością. I jak zwykle mogę powiedzieć, że nie pożałowałam swojej decyzji.

czwartek, 1 stycznia 2015

Idzie NOWE

Dziś jest taki dość specyficzny dzień, kiedy zmiana daty w kalendarzu wywołuje chęć zmiany swojego życia. Kiedyś trzeba bowiem zacząć, jak nie od poniedziałku, to od nowego roku. 

Ja swoje plany odnośnie nowego roku sprecyzowałam w listopadzie, a potem mapę marzeń starannie wykleiłam przed świętami, kiedy nastąpiła wyjątkowa koniugacja słońca i księżyca. Jednak wstałam dziś rano, jakoś naładowana pozytywnie do świata. Z ogromną chęcią jakiegoś działania.Pierwsze, co mnie zaskoczyło to widok za oknem, bo zasypiając wczoraj zostawiłam biały krajobraz, a dziś po śniegu, niemal nie ma śladu. Z jednej strony trochę żal, bo było tak jasno i świeżo, ale z drugiej strony, mróz i lód jakoś nie sprzyjał bardzo długim spacerom. Więc nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Moja babcia zawsze mawiała: jaki pierwszy dzień nowego roku, taki cały rok, więc spędzaj go miło. Zapamiętałam tą radę. To bardzo dobra rada na nowy dzień, bowiem kaca nie mam, głowa mnie nie boli, wyspana w zasadzie też jestem, więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby rok zacząć w przyjemny sposób.

środa, 31 grudnia 2014

Postanowień czar

W poprzednim poście podjęłam temat postanowień noworocznych i jakoś tak drążąc temat postanowiłam sporządzić listę najpopularniejszych. Aż chce mi się dodać, postanowień, które najpóźniej po miesiącu wrzucamy do kosza. Dzieje się tak dlatego, że są nieprzemyślane, szczególnie przy przeliczaniu sił na zamiary, albo są takie jakie wypada mieć, albo są po prostu nie nasze. No przecież, gdy nobliwa ciocia z krytyką w oku spogląda się na korpulentną siostrzenicę, to jakie ona może mieć postanowienie? Przygwożdżona wzrokiem odpowie: w nowym roku schudnę. Gdy przełożony przenikając spojrzeniem pyta podwładnego o jego postanowienia musi usłyszeć: podniosę kwalifikacje, albo nauczę się niemieckiego. Gdy żona stoi obok udając astmę, co ma mąż powiedzieć? Rzucę palenie oczywiście. Przykłady można mnożyć. Zależy w jakim towarzystwie się znajdujemy i jaka odpowiedź jest pożądana. Później następuje etap, w którym usiłujemy przekonać sami siebie, że to jest dla nas dobre i powinniśmy tego chcieć, aż w końcu koncepcja upada w natłoku szarej codzienności i mija kolejny rok, w którym nic się nie zmienia. Jaka jest złota dziesiątka?

niedziela, 28 grudnia 2014

Noworoczne inspiracje

Koniec roku zazwyczaj wiąże się z postanowieniami. Nie wiem właściwie dlaczego ten moment, ale większość daje się ponieść tej chwili, gdy jedno się kończy, a drugie zaczyna i snuje plany w tym momencie.

Postanowienia, które po tygodniu zostają praktycznie zapomniane, bo prawdziwa zmiana nie może być impulsem chwili, ale powinna wychodzić z głębokiej, wewnętrznej potrzeby. Zmiana siebie jest, bowiem trudna i wymaga dużo pracy nad sobą. Wymaga wyciszenia i spojrzenia w głąb swojego ja, a wybuchy petard i grzmoty fajerwerków naprawdę temu nie sprzyjają. O płynącym potokami alkoholu nie wspominając, bo tworzy tylko piękną iluzję życia w tym momencie. Aby wiedzieć, co ma się zmienić, trzeba dojrzeć to, co robi się źle, to co wpływa na kolejne porażki, to co nas zatrzymuje w miejscu. To wymaga odizolowania się na chwilę od świata, który nas otacza. To wymaga poruszenia wyobraźnią i stworzenia sobie w myślach tego, jakby nasze życie miało wyglądać. Dopiero jak już uda się odnaleźć właściwy obraz, można rozpocząć identyfikację obszarów naszego życia, które trzeba zmienić.

środa, 24 grudnia 2014

SERCE Z KAMIENIA

czyli opowieść prawie wigilijna

W pewnym dużym, szarym mieście, jakich wiele; nie tak daleko stąd i nie tak dawno temu, żyła sobie dziewczynka. Nie była ani ładna, ani brzydka; ani chuda, ani gruba; ani stara, ani młoda; była po prostu w sam raz. Dziewczynka starała się być pogodna, ale miała niewielu przyjaciół. Dziewczynka nie była smutna, potrafiła uśmiechać się do siebie, do innych ludzi, do ponurego nieba, do jasnego słońca, a nawet do kałuż na drodze... Ale dziewczynka była bardzo, bardzo samotna i miała jedno wielkie marzenie...

Dziewczynka marzyła o tym, aby być komuś potrzebna. Chciała usłyszeć, że jest lekiem na całe zło, że gestem dłoni potrafi rozpędzić smutek dnia, że jest iskierką nadziei na kolejny rok, że jednym uśmiechem rozjaśnia ponury nastrój. Dziewczynka chciała usłyszeć, że jest jak cicha przystań, do której chętnie powraca się po burzach i sztormach na oceanie prozy życia. Dziewczynka pragnęła usłyszeć, że jej słowa dają ciepło, niosą radość, przywracają wiarę w sens życia, naprawiają zło wyrządzone przez innych. Dziewczynka bardzo chciała zasłużyć sobie na zaufanie drugiej osoby. Tak naprawdę dziewczynka marzyła o cieple, serdeczności i bliskości, o długich spacerach przy blasku księżyca, o trzymaniu za rękę, o skrycie kradzionych pocałunkach. Marzyła o tym, żeby zasypiać przytulona do czyjegoś ramienia i budzić się na tym samym ramieniu, żeby uśmiechnąć się i przytulić na dzień dobry, żeby nie martwić się o dzień następny, bo przy bliskiej osobie każdy dzień będzie dobry...

sobota, 20 grudnia 2014

Ambicja na miarę


Zazdrość ma też trochę inne imię, kiedy staje się jednym z motywatorów osiągnięcia celu.

Niektórzy nazywają ten stan „zazdrością pozytywną”, gdy jedna osoba zazdrości drugiej, że jej się udało i zwiększa wysiłki, aby jej też się powiodło. Niekiedy w tym kontekście pada też hasło „wejść na ambicję”. Ambicja jako taka jest obecnie uważana za cechę pozytywną, bo staje się siłą napędową do osiągania trudnych celów, realizowania swoich marzeń, zdobywania wiedzy i umiejętności. Arystoteles do ambicji podchodził jako do cnoty, wtedy kiedy ludzie szlachetni dążą do cnót i dóbr służącym innym, albo jako wady, gdy jest przesadna lub za słaba. I chyba od czasów starożytności, nowoczesna psychologia niewiele zmieniła w tej kwestii.

wtorek, 16 grudnia 2014

Zazdrośnicy w spódnicy

Zazdrość to takie uczucie dla mnie trochę ni w pięć ni w dziewięć i nie bardzo wiem, gdzie je umieścić. Czy po stronie tych mi bardziej przyjemnych czy raczej tych, które przeżywam niechętnie. Bo z jednej strony, jak mój mąż był o mnie ciut zazdrosny to połachotało to moje ego, ale z drugiej strony uznałam, że w zupełności nie ma do tego powodu i mnie rani, wykazując brak zaufania. A ja? Czy czułam się dobrze z zazdrością o męża? Też chyba nie, bo byłam niespokojna, towarzyszyła mi złość i poczucie bezradności.

poniedziałek, 15 grudnia 2014

A pochwała w kącie stała

Tak się zastanawiałam ostatnio nad faktem, że chyba lepiej sobie radzę z przyjmowaniem krytyki niż pochwał. Zwyczajnie do krytyki jakbym przywykła, a przy komplemencie jakoś mi nieswojo. 

Podejrzewam, że z powyższym założeniem mogłoby się wiele osób zgodzić, bo ogólnie, jako społeczeństwo to chyba jesteśmy bardzo krytyczni. Rzadko zdarza się, że coś jest przyjmowane entuzjastycznie i otwarcie, zazwyczaj jest to takie trochę: tak, ale… W zasadzie, każda nawet najfajniejsza inicjatywa zawsze przyciągnie jakiś hejterów, czego przykładem był koncert Morriseey’a w klubie Stodoła, gdzie solista zaczął świetny koncert, ciepły, miły, a potem został obrażony przed kogoś z publiczności tak bardzo, że zszedł ze sceny. Reperkusje tego faktu są różne, bo 20 minutowy koncert to jednak za krótko dla jego fanów, ale ja akurat artystę rozumiem. Też nie byłabym w stanie kontynuować występu z powodów emocjonalnych, gdybym została obrażona w wulgarny sposób. Nadmierne krytykanctwo, przeradzające się wręcz w wulgaryzm, wpajane w nasze mózgi praktycznie od dzieciństwa prowadzi do nieumiejętności przyjmowania pochwał i mówienia komplementów.

piątek, 12 grudnia 2014

Kreatywny umysł

Kreatywność to ostatnio modne słowo, podobnie jak rozwój osobisty, asertywność czy coaching. Więc mój mózg przyjął je do zasobu używanych słów i przypisał mu adekwatną definicję.

Definicja ta jednak była chyba wyłącznie jego tworem, bo kreatywność kojarzyła mi się z przebojowością, pomysłowością i pewnością siebie. Za osobę kreatywną uważałam kogoś, kto jest popularny, zna większość odpowiedzi, ma jasno określone cele i sposób ich realizacji, a przy tym jest zdeterminowany do ich osiągnięcia. Lubi podejmować nowe wyzwania i trudności, czerpie satysfakcje, gdy znajduje rozwiązania. Jednym słowem, ktoś kto ma bardzo dobry pomysł na siebie i potrafi nakłonić innych do jego realizowania, czyli lider grupy. I tak jakoś w tej definicji rodem z zarządzania tkwiłam przez lata, nie zdając sobie sprawy, że jestem w błędzie. Albo raczej, że moje ramy określające „kreatywność” są zbyt wąskie. Bowiem, w myśl tego sama nie uważałam się za osobę kreatywną.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Różnica charakterów

A jak właściwie jest z tym charakterem? Nie powiem zaczęłam się nad tym zastanawiać z powodu „różnicy charakterów”.

Ulubiony powód do rozwodu, bez orzekania o winie, to pierwsze, co ciśnie mi się na usta. Ale czy naprawdę tak jest, czy to po prostu kolejny banał?

Przecież od zawsze słyszałam, że różnice się przyciągają. Różnice zdań, różne postrzeganie tego samego, różne perspektywy, różne rozwiązania stanowią podłoże do rozwoju i dyskusji. To właśnie różne perspektywy patrzenia na to samo sprawiają, że życie jest urozmaicone. Czasami wystarczy na chwilę spojrzeć na problem innymi oczami, aby znaleźć rozwiązanie. Mi zdarzały się takie sytuacje, że szukałam rozwiązania problemu na różne sposoby przez cały tydzień, a potem powiedziałam o nim mężowi, przyjaciółce czy mamie. I nagle z ust tej drugiej osoby słyszałam coś, co działało jak podniesienie rolety i zobaczenie innego krajobrazu za oknem. Blokada puszczała i przychodziło rozwiązanie, które wydawało się banalnie proste i na wyciągnięcie ręki, ale nie mogłam go dostrzec.

sobota, 6 grudnia 2014

Mikołaje, skarpety, gadżety…


Magia grudnia nadal działa. 6 grudnia to taki fajny moment, który pamiętam od wczesnego dzieciństwa, gdyż wtedy dostałam pierwszy kalendarz adwentowy. Amerykański. Szaleństwo, jakie mnie ogarnęło na smak prawdziwej czekolady, wydzielanej dzień po dniu sprawiło, że tak dobrze zapamiętałam tamten moment. Moje dzieciństwo, bowiem przypadało na czasy towarzysza Gierka, który wpuścił jednak trochę powietrza w postaci cytrusów na święta. Mój wujek pojechał do pracy w ambasadzie w USA i z okazji świąt przysyłał paczki. W jednej z nich było właśnie to cudo, które dla zasady dostałam na Mikołaja. Zresztą kalendarz zaraz został mi zabrany pod pieczę dorosłych, abym nie zjadła wszystkich czekoladek od razu. Ale po tym jak mama mi wytłumaczyła, o co z nimi chodzi, sama pilnowałam, aby było „po jednej”. Wspaniałomyślnie te 5 pierwszych podarowałam rodzinie. Teraz to się wydaje śmieszne, ale wtedy to było „coś”. I tak mi od tamtej pory zostało, zresztą buty pilnie czyściłam, nawet pozostałym domownikom. I dzięki mojej mamie nigdy się nie zawiodłam. Zawsze, nawet w najgorszych chwilach, coś miłego w buciku było. I wywoływało uśmiech od ucha do ucha.

środa, 3 grudnia 2014

Magia grudnia

Ostatnio doszłam do wniosku, że grudzień jest najcieplejszym miesiącem w roku. Nie znaczy to, że oszalałam, tylko zmierzyłam inną temperaturę. Temperaturę ludzkich serc. 

Grudzień jest po prostu na swój sposób magiczny, a jego magia, działać zaczyna od pierwszych dni. W tym roku z grudniem nadszedł mróz, słońce i oczyszczenie atmosfery. Zrobiło się znacznie przyjemniej i jednak cieplej na duchu mimo mrozu za oknem. Nawet jeśli pojawiają się problemy. Nawet jeśli otrzymuję złe wiadomości, jest mi jakoś znacznie raźniej i przyjmuję je z większym spokojem. Może tak działa moja wiara w magię grudnia, ale działa i to najważniejsze. Zrobiłam już podsumowanie zeszłego roku, problemy, które mi pozostały przekształcam na „wyzwania” na rok kolejny i określiłam sobie nowe cele. Jest ich mniej, ale są ambitniejsze i w moim sercu zagościł spokój i ciepło.

sobota, 29 listopada 2014

Dziewice, czarownice i wróżby


Listopad się od święta czarownic i duchów zaczynał i świętem czarownic i duchów się kończy. Tradycyjnie uważano bowiem, że w wigilię imienin Andrzeja, duchy przodków powracają na ziemię i zdradzają swe tajemnice. 

Z tym, że tym razem tajemnice matrymonialne. To także noc pełna zabawy, magii i tajemniczych obrzędów. Ale akurat tych się jakoś inkwizycja nie czepiała i przetrwały do dziś. Jednak obecnie traktuje się je tylko jako zabawę i raczej nikt im nie wierzy. Zabawy andrzejkowe są po prostu pretekstem do ostatniej hucznej zabawy przed nadchodzącym adwentem. Sama pamiętam niektóre zabawy andrzejkowe i wróżby z tym związane, szczególnie tą, która pozbawiała mnie butów. Nasze przodkinie były bardzo kreatywne w swoich czasach. Przodkinie, bowiem przodkowie rodzaju męskiego mieli Katarzynki, obchodzone w wigilię Katarzyny Aleksandryjskiej, czyli 24 listopada. Jednak ten męski odpowiednik z czasem zaniknął i obecnie obchodzi się już tylko Andrzejki, łącząc wróżby dla obu płci.
czytaj więcej

piątek, 28 listopada 2014

Gdy rozum śpi...


Gdy rozum śpi budzą się demony

Francisco Goya, pomiędzy 1797 a 1798 r.

akwafor

Źródło:http://georgeeliot2.blox.pl/2011/02/
Francisco-Goya-i-sroka-na-sznurku.html

Pierwotnie miał być to post o podświadomości, ale potem oczywiście dopadła mnie druga część tego zwrotu, czyli „budzą się demony”. Obraz Goi jest jakoś dla mnie dopełnieniem tej myśli. Alegoria tego, że gdy świadomość zasypia budzą się w nas jakieś złośliwe stwory… Ano właśnie, ale naprawdę tak jest? Czy w podświadomości przechowuje wszystko to, co chcemy ukryć? Czym właściwie są demony?

poniedziałek, 24 listopada 2014

Wampiry energetyczne

Pojęcie wampir kojarzy się nieodmiennie z mitami, podaniami, mrocznymi opowieściami i hrabią Drakulą. Z mrocznymi istotami wysysającymi z ofiar życie, poprzez wypijanie ich krwi. 

W ostatnich latach powstał jednak trend do przedstawiania wampirów, jako istot mrocznych, ale walczących po stronie dobra, jak chociażby Blade. Kwintesencją romantyzmu w wampirach jest jednak Edward Coulen z sagi „Zmierzch”, który rysuje się wręcz jako ucieleśnienie księcia z bajki i aż prosi się, żeby go na jakiegoś konia wsadzić. Najlepiej karego, będzie dobrze się z mrocznością jego wampirzej natury współgrał. Jednak jakby nie patrzeć są to postacie fikcyjne. A wampiry energetyczne istnieją w realnym życiu, tylko zamiast krwi wysysają z nas energię życiową, wraz z uczuciami i emocjami.

piątek, 21 listopada 2014

Yeh mah salifali mali

- Yeh mah salifali mali – powiedział optymista.
- Co ty tam bełkoczesz!? – zapytał pesymista z irytacją w głosie.
- Yeh mah salifali mali – powtórzył uprzejmie optymista.
- Ciebie już zupełnie pogięło? – skwitował pesymista ze złością.
- Yeh mah salifali mali – optymista uśmiechnął się szeroko.- Tobie ten optymizm to całkiem już zaszkodził na głowę – fuknął kolejny raz pesymista – przestań się głupkowato uśmiechać, bo to wcale nie jest zabawne.
- Yeh mah salifali mali – optymista pokiwał głową ze zrozumieniem nie przestając się uśmiechać.- Powinieneś zdecydowanie iść się leczyć, to co mówisz jest kompletnie niezrozumiałe, a twoje zachowanie świadczy, że zupełnie ci odbiło – jadowitym głosem poradził pesymista.
- Yeh mah salifali mali – odparł optymista wesołym tonem na pożegnanie.

wtorek, 18 listopada 2014

Zarażanie pesymizmem



Listopad nie przypadkowo nazywa się listopad, chociaż bardziej efektownie powinien nazywać się liściopad. 

Jest to najbardziej szary miesiąc w roku, dni stają się coraz krótsze, słońca jest niewiele, za to jest dużo mokrej mżawki, mgły i deszczów. Temperatura też raczej oscyluje w granicach do 10 stopni, pojawiają się przymrozki i przenikliwe zimno. Przyroda przygotowuje się do zimy: drzewa tracą ostatnie liście, trawy i byliny usychają, zwierzęta robią się ospałe i dotyczy to też domowych pupili, które mając stałą temperaturę i dostęp do jedzenia teoretycznie nie powinny przygotowywać się zimowego letargu. Ale gdy patrzę na mojego kocurka, mam wrażenie, że on powoli w sen zimowy zapada… Można powiedzieć, że przyroda zamiera. Ludzie również żyją w tym rytmie od wieków, pewnie dlatego listopad w wielu kulturach i religiach zaczyna się od święta zmarłych. Jest to miesiąc na zadumę, podsumowanie roku, refleksję, pomyślenie o swoim życiu, przygotowanie się zmian w kolejnym roku, określenie swoich celów, marzeń, pragnień, bo w grudzień przez swój świąteczny nastrój, krzątaninę i kolorowe choinki nie stwarza tej atmosfery zadumy jaką ma w sobie listopad.

poniedziałek, 17 listopada 2014

Nic do stracenia

Nachodzą mnie czasami myśli, dlaczego właściwie tak długo czekałam z dokonaniem zmiany siebie. Dlaczego widząc, że moja sytuacja jest beznadziejna, nie byłam w stanie nic z tym zrobić?

Nie chodziło o brak chęci, tą chyba zawsze deklarowałam, chodziło o brak siły, energii na przekształcenie myśli w  działanie. Brak wiary w tą chęć. Deklarowałam słownie coś, co nie miało pokrycia ani w moich słowach, ani czynach. Taki pusty frazes, głoszony chyba po to, żeby wszyscy dali mi spokój, łącznie z moim wewnętrznym „ja”. Coś, jakby niewidzialna krata, nie pozwalało mi iść do przodu. Budząc się o poranku było mi źle, ale nie miałam po prostu siły z siebie wykrzesać, aby coś zmienić w swoim życiu. Trwałam na swoim posterunku wtłoczona przez samą siebie w stereotyp żony alkoholika, który nie wymagał ode mnie ani myślenia, ani działania. I dopiero niedawno zrozumiałam.

środa, 12 listopada 2014

Wizualizacja marzeń


 Źródło: http://kobiecyinkubator.pl/2014/01/08/kobieta-i-okret/


Marzenia da się spełnić, jeśli tego chcesz. Wystarczy odpowiednia motywacja, pewność, co się chce osiągnąć i dążenie w wybranym kierunku. 

Psychologowie wymyślili nawet pomocne narzędzia pozwalające na ich spełnianie. I do takich należy mapa marzeń. Jest skutecznym narzędziem oddziaływania na podświadomość poprzez tworzenie obrazów tego, czego pragniemy. Najsilniejszym i najlepszym energetycznie czasem w roku jest pierwszy nów po przesileniu wiosennym. Jest to nów w znaku Barana, który otwiera rok astrologiczny, ale można ją wykonać w każdym nowiu. Podstawa to wykonanie siatki bagua, czyli podzielenie mapy na 9 obszarów, symbolizujących różne aspekty naszego życia.

wtorek, 11 listopada 2014

Jeśli czegoś chcesz…

Chcę się zmienić. Jak to zrobić, mam sobie powtarzać to bez przerwy? Jeśli czegoś chcę, jeśli czegoś pragnę, tak chcę i pragnę bardzo mocno, całą sobą, wierzę, że się uda, nie powątpiewam… Powtarzam codziennie. To dlaczego nic się nie zmienia?

Prawdopodobnie wielu ludzi budzi się z takim pytaniem co rano. To nie działa, bo nic się nie zmienia. Odpowiem przecząco. Zmienia się. Każdego dnia budzimy się starsi o jeden dzień. Zmiana nastąpiła.
- Aleś wymyśliła!!! – powie mój pesymista – aż się uśmiałem.
- To dobrze – odpowiem z przekąsem – ponieważ śmiech to zdrowie, to będziesz czuł się lepiej. Opowiedz o tym koledze, pośmiejcie się razem, będziecie zdrowsi.

sobota, 8 listopada 2014

Jeśli czegoś nie chcesz…



Gdy zaczęłam pisać tego posta, miał być o pragnieniach, marzeniach, o dążeniu do celu. Stare polskie powiedzenie głosi: dla chcącego nic trudnego.

Każdy z nas je kiedyś słyszał, ja również niejednokrotnie, jako motywację do podejmowania działań. Jeśli czegoś chcę, jeśli czego pragnę każdą komórką, każdym nerwem, wręcz całą sobą czuję, że bardzo chcę. Chcę duszą, chcę sercem, chce umysłem, chcę ciałem. Jeśli wierzę w to niezłomnie, i wierzę, że się zrealizuje tak mocno, że wytworzona przeze mnie pozytywna energia, zasiliłaby pewnie w prąd całe moje osiedle na jeden wieczór… To znajdzie się sposób, żeby się udało.

środa, 5 listopada 2014

Naprzeciw wszystkim

Ostatnio zaczęłam się zastanawiać nad sensem terapii grupowej. A właściwie nad jej fenomenem. Jak to jest, że to działa? Należę do wspólnoty Al-Anon. Uczestniczyłam także w kilku grupach terapeutycznych, różnie je wspominam, ale z każdej wyniosłam jedno bardzo ważne przeświadczenie: nie jestem sama. 

Są wokół mnie ludzie, którzy dają mi wsparcie.

Nie krytykują, nie poniżają, nie oceniają. I nie muszę się ukrywać. Nie muszę ukrywać swojego wyglądu, nie muszę ukrywać swojego współuzależnienia. Nie muszę ukrywać swoich niedoskonałości. I co najważniejsze: mogę się czuć sobą, mogę się pochwalić tym, co spotkało mnie radosnego, mogę opowiedzieć o swoim sukcesie. Przestałam się czuć wykluczona.